ZAGADKA GDZIE U KOGO ROZWIĄZANA!
Wiele lat domysłów, zgadywania i sprzeczek ! – tak można napisać o pierwszym miejscu pracy bohatera książki ” … potem wróciłem nad Wartę”. Każdy kto czytał książkę Pana Jerzego Bartosiaka

miał swoje zdanie na ten temat.
Mimo dokładnych opisów jakie zamieścił bohater w swej książce , nie było to łatwe, i z tego co pamiętam nikt nie wskazywał na prawidłowe gospodarstwo.
…”Zdążyłem rzucić okiem na tablicę z numerem domu i nazwiskiem: Wilhelm Retzlaff.”
…”Gospodarstwo, do którego trafiłem, należało w wiosce do średnio zamożnych. Liczyło około pięćdziesięciu mórg ziemi uprawnej z niewielkim kawałkiem lasu. Obora mieściła dziewięć sztuk bydła, a w stajni stały dwa dorodne konie. Po podwórku , otoczonym budynkiem mieszkalnym , drewnianym parkanem, stodołą i zabudowaniami inwentarskimi, łaziło pełno kur, kaczek i gęsi. Na samym środku obejścia mieścił się murowany gnojownik…’
…”Przyjąwszy mnie , gospodarz najpierw wyznaczył mi obowiązki, a potem przydzielił „mieszkanie” czyli sztubę. Był to jeden z wydzielonych boksów chlewni z podciągniętymi do sufitu ściankami… Obok drzwi z grubych desek ze szparami co najmniej na szerokość palca znajdowało się jedno maleńkie, oprawione w żelazną framugę okienko, przepuszczające nieco światła do tej wilgotnej, ponurej nory. Na czerwonej ceglanej podłodze pod jedną ze ścian stało dobrze wysłużone metalowe łóżko……”
Te cytaty pochodzą z książki J. Bartosiaka” … potem wróciłem nad Wartę” i opisują dokładnie gospodarstwo w którym on przebywał. Dzisiaj ta posesja należy do Państwa Kurpińskich Genowefy i Jerzego !
Jest jeszcze jeden urywek , który wskazuje na to gospodarstwo. Późnym wieczorem kiedy młody Jurek wracał z odwiedzin od Matki
namieżył go patrol Hilfspolizei , więc zaczął uciekać i…”Wpadłem na podwórko , otwarłem drzwi i wskoczyłem do swojej sztuby.Stwierdziłem ze zgrozą , że to nie jest gospod. Retzlaffa!.. Ach to fatalne podobieństwo zabudowań….
Tak więc można śmiało stwierdzić, że zagadka jest rozwiązana- przede wszystkim za sprawa wycieczki , która nas odwiedziła w sobotę 21maja2011. Byli mieszkańcy naszej wsi przekazali mi dokładna mapę z dokładnymi danymi na temat wszystkich mieszkańców z dnia 2 marca 1945. tuż przed opuszczeniem Rehwinkel.Na niej właśnie pod numerem 50 znajdowało się wymienione przez Bohatera książki gospodarstwo.
Musiało to być niezwykłym przeżyciem dla człowieka, który spędził w naszej wiosce ponad trzy lata. Najpierw w gospodarstwie u Wilhelma Retzlaffa, obecnie zamieszkałe przez rodzinę Kurpińskich, a następnie za namową i wstawiennictwem p. Ostrowskiego, który przebywał w Rehwinkel od 1940 r. trafił do rodziny Reinholda Krügera, gdzie prędzej została przeniesiona jego matka. Dzięki korespondencji , którą dostałem od córek Brunhildy Krüger – Karen Talbott i Susan Karcher jednoznacznie można stwierdzić , że mowa o gospodarstwie nr 60,60a , a dziś to nr 8 i 8a. dom p. Bylewskich i Zawadzkich, a także należący do niego dom p. Hołyk.
Każdy , kto przeczytał książkę p. Bartosiaka wie, że nie krył on zadowolenia po tym jak ze szpitala zamiast Retzlaffa odebrał go Reinholda Krüger. Wiedział , że u tej rodziny będzie miał lepsze warunki pracy. Tak opisuje w swojej książce nowe miejsce pracy:
Gospodarstwo Krügera należało do największych w Lutkowie. żona bauera, poczciwa, starsza i bardzo schorowana kobieta, prowadziła gospodarstwo domowe, w czym pomagała jej moja matka. Nic ponadto nie robiła. Poza dokuczliwą chorobą serca i mocno zaawansowanym reumatyzmem trapiła ją ciągle obawa o pozostałych przy życiu dwóch. synów, przebywających na froncie. Najstarszy zginął zaraz na początku wojny. W domu pozostały dwie córki, starsza osiemnastoletnia Elsa i młodsza od niej o dwa lata Brunhilda. Starsza, podobnie jak rodzice, stroniła od polityki, młodsza natomiast była aktywistką faszystowskiego Związku Dziewcząt Niemieckich (Bund Deutscher Madel). Wkrótce po przejściu do pracy u Krügera miałem możność bliżej poznać obie tak różniące się siostry. U Krugera poza moją matką pracował bardzo sympatyczny Francuz Emil, jak Ali dochodzący codziennie ze stalagu, Ukrainiec Andrij, zagorzały wielbiciel Własowa, i jego rodaczka, niezwykle mila siedemnastoletnia Olga, pozostająca w ciągłym konflikcie z Andrijem w związku z jego przekonaniami politycznymi i służalczym stosunkiem do Niemców. W porównaniu z moim poprzednim miejscem pracy warunki życia u Krugera miałem znacznie lepsze. Dokwaterowany zostałem do Andrija, zajmującego sztubę w jednym z pomieszczeń gospodarczych…[1]
[1] Jerzy Bartosiak, … Potem wróciłem…, op. Cit.
W Rehwinkel oprócz Jurka i Marii Bartosiak pracowało bardzo wielu Polaków min. Maria Pawlak z Pruszkowa, Stanisław Bieliński z Wielunia, p. Ostrowski, Janek, Danka z okolic Kalisza, Ela, Piotr, Witek Zawadzki, Irena Rusek z Warszawy, Janek Lewiński, Jadwiga Walkowska, Józef Jurczyk.


