HISTORIA LUTKOWA/REHWINKEL
POWOJENNA SZKOŁA W POWIECIE, GMINIE I LUTKOWIE
Wyzwolenie Ziemi Stargardzkiej nastąpiło w pierwszych dniach marca 1945 r. Pierwsi osadnicy polscy zastali powiat w ruinach. Niszcząca działalność wojny objęła również szkolnictwo. Liczne budynki szkolne zostały zbombardowane lub spalone np. w Łęczycy, Starej Dąbrowie, Białej , Ciemniku i Dobrzanach. Pomimo tych trudności organizacja szkół postępowała na ogół pomyślnie. Szkoła w Dobrzanach rozpoczęła zajęcia w dniu 15.05.1945 r. Organizatorem tej szkoły i pierwszym kierownikiem był Stanisław Duda. Spalenie budynku szkoły podstawowej zmusiło organizatora do zajęcia byłej niemieckiej szkoły średniej, która miała kilka wyłomów w murze od pocisków artyleryjskich. Uszkodzenia te naprawiono przy wydatnej pomocy miejscowego społeczeństwa. W kronice szkoły w Suchaniu z okazji otwarcia szkoły w dniu 25 maja znajduje się między innymi notatka następującej treści: ” Budynek szkolny był czysto wysprzątany, ale nie miał ani jednej szyby i ściany były brudne i odrapane. Nauczyciele szkoły w Chociwlu w swoich wspomnieniach o pracy w 1945 r. piszą : „Budynek szkolny w Chociwlu , w którym sie znajduje szkoła ma mocno zniszczony dach, brakuje szyb w oknach i w dużym stopniu zniszczeniu uległy drzwi! Jak widać początki były trudne, każda miejscowość borykała się z różnymi problemami . Według spisu inwentarza sporządzonego w szkole w Dobrzanach w dniu 19 czerwca 1945, szkoła posiadała 58 ławek, 45 stołów, 27 szaf, 5 tablic, 40 krzeseł, 62 taborety, 7 wieszaków na mapy, zegar elektryczny, 1 liczydło, 1 stojak do skoków, 1 kozioł do ć wiczeń oraz kilkanaście map, tablic podglądowych i trochę zdekompletowanych pomocy naukowych do fizykii, chemii i biologii.
Tak jak pisałem na początku pierwsze szkoły w Dobrzanach i Stargardzie(szkoła nr 1), zostały zorganizowane w maju 1945. Do nich 5 lipca dotarł okólnik nr 1: ” Wezwanie do nauczycielstwa polskiego na Pomorzu Zachodnim”, wydanym w Pile 15 kwietnia 1945 przez delegata Ministerstwa Oświaty, p.o. kuratora Okręgu Szkolnego Zachodnio-Pomorskiego Stanisława Helsztyńskiego. W powiecie stargardzkim do 1 grudnia 1945 zorganizowano szkoły podstawowe w 26 miejscowościach i jedna szkołę średnią w Stargardzie. W wielu wsiach nie było jednak szkoły, pomimo , że mieszkały w nich dzieci. W obwodach istniejących szkół mieszkało 2646 dzieci w wieku obowiązku szkolnego. Do szkół uczęszczało 2315 uczniów; 331 dzieci nie uczyło się . Do końca roku szkolnego 1945/46 liczba szkół wzrosła na skutek zorganizowania szkół w Lutkowie – 48 uczniów, Poczerminie- 40, Sulinie-37, Żukowie-76.
W roku szkolnym 1946/47 powstały nowe szkoły w Błotnie, Brodzie, Białej, Dlugiem, Lisowie, Golinie, Kani, Kicku, Małkocinie, Mielnie, Nosowie, Grzędzicach, Ściennem, Sierakowie, Storkowie, Ciemniku, Żarowie. Jednocześnie zlikwidowano szkołę w Bobrownikach, powiększając o tę miejscowość obwód szkoły w Dzwonowie. W roku szkolnym 1947/48 powstały szkoły w Kępnie i Karkowie.
Budynek szkoły w Lutkowie usytuowany był w poniemieckiej szkole w miejscu obecnego zamieszkania przez p. Bieleń. Od 1950 roku rozpoczęło się obok otwierania dalszych szkół, nasilenie prac w kierunku zagęszczenia sieci szkołami siedmioklasowymi.Pojawił się wtedy problem . Budynki szkół poniemieckich we wsiach z jedną, a najwyżej dwiema izbami lekcyjnymi już nie wystarczały, konieczne stało sie uzyskanie nowych izb. I tak w Chlebowku , Małkocinie i Lutkowie dotychczasowe budynki szkolne przeznaczono na mieszkania dla nauczycieli , a dla potrzeb szkół przystosowano inne, większe. W naszym przypadku nowym miejscem do nauczania stał się budynek byłej poniemieckiej plebanii!
Kadra nauczycielska , która zasiedlała tereny Pomorza Zachodniego przybyła z różnych stron
; Z województw centralnych Polski, ze Zwiazku Radzieckiego , a także z Zachodu. Niektorzy wracali z obozów jenieckich. W maju 1945 r. istniała już w Stargardzie powiatowa administracj szkolna. Pierwszym inspektorem szkolnym był Jan Ziemnicki . Dla kandydatów do zawodu nauczycielskiego zorganizowano w lutym 1946 sześciomiesięczny kurs przygotowawczy.
|
Pierwszą nauczycielką i kierowniczką w wiejskiej szkole w Lutkowie zostala p. Izydora Kunc.
Mimo , że miała propozycję nauczania w Szczecinie wybrała naszą wieś! Jak powtarzała przyjeżdżając na tereny Pomorza nie miała nic, a na wsi lepiej sobie poradzi niż w mieście. Na początku trudno było jej udokumentować swoje wykształcenie, gdyż podczas wojny zaginęły jej świadectwa ukończenia szkoły, ale przy pomocy rodziny i intensywnych poszukiwaniach dokumenty odnalazły się w archiwum w Krakowie.Pani Izydora od 1947 roku została pierwszą kierowniczką szkoły w Lutkowie. Była osobą oddaną dla społeczeństwa , dobra i uczynną . Wolała pomóc innym niż sobie, organizowała wykopki , a za zarobione pieniądze organizowała wycieczki dla dzieci. Przygotowywała posiłki dla najbardziej potrzebujących dzieci we wsi. Za jej czasów p. Ganowa była woźną . Z Lutkowa wyjechała w 1965 roku do Szczecina, gdzie wynajmowała mieszkanie, potem mieszkała u syna,. Napisała list otwarty do Prezydenta Szczecina o przydzielenie jej mieszkania. Odpowiedź była pozytywna dostała mieszkanie na B. Śmiałego. Żyła po swojemu , była związana z kościołem Chrystusowców, przy którym prowadziła swój kiosk, gdzie sprzedawała książki. Zmarła 29 stycznia 1984 roku, pochowana na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie. Do końca swoich dni była osoba tajemniczą, |
Pierwsze punkty nauczania języka ukraińskiego na Pomorzu Zachodnim zostały zorganizowane w województwie szczecińskim w roku szkolnym 1952/53 w miejscowościach Karcin i Rewal, powiat gryficki oraz Lutkowie, powiat stargardzki.W tym czasie lekcje prowadzone były przez p. Kunc W roku 1954 z nauczania języka ukraińskiego korzystało 10 dzieci ze 112 wszystkich jakie mieszkało we wsi ( kl IV – 7, V – 1, VI – 2)

Bibliografia: ’ Z DZIEJÓW ZIEMI STARGARDZKIEJ’ -PRACA ZBIOROWA
Nauczyciele, pracownicy szkoły w Lutkowie:

120 lat po wielkim pożarze

W tym roku minęła 120 rocznica wybuchu wielkiego pożaru w miejscowości Rehwinkel, dziś Lutkowo. Przez ten żywioł zmienił się wygląd ówczesnej wsi,który przetrwał do dziś ( troszeczkę uboższej wersji), jak do tego doszło ? Pod koniec lipca 1894 r. w czasie żniw Lutkowo ponownie zostało zaskoczone przez wielki pożar. W środku wsi, dookoła kościoła paliło się ponad 20 gospodarstw. Pożar wybuchł na posesji rodziny Mösch ( dziś p. Piotrowscy). Następnie ogarnął leżące w kierunku wschodnim zabudowania rodziny Becker(p. Zakrzewska) i innych. Ogień przeskoczył przez ulicę i zaczęły palic się domy w „Końcu na Długie” i „Zakątku Młyńskim”, posesje rodzin Schulz (Bieleń),(wtedy Goldstein) , Koch(Nakoneczny Leon), Becker (Konopscy) , Daberkow( Nakoneczny Franciszek) (wtedy Ucker) . Lato było gorące i suche, strumienie, sadzawki p/poż nie miały prawie wody. Studnie szybko się wyczerpały i mieszkańcy przyglądali się bezsilnie, jak ogień szaleje i niszczy ich domy. Z całej okolicy zjechała się straż pożarna, ale bez wody nie wiele mogła zrobić. Ówczesne budynki szczególnie z muru pruskiego, kryte słomą lub trzciną, paliły się sypiąc iskry. Upłynęły lata zanim je odbudowano.„Jako ciekawostkę mogę podać fakt, że w czasie, kiedy Rehwinkel zostało spalone, a ludność borykała się z problemami odbudowy swoich majątków jeden z bogatszych mieszkańców wsi napisał prośbę do ówczesnego Cesarza Prus Wilhelm II Hohenzollern o pomoc w odbudowie wsi ( ponoć byli dobrymi znajomymi) Cesarz przekazał tyle pieniędzy, że starczyło na odbudowę spalonych gospodarstw, jak i na budowę tak dużego kościoła, jaki stoi w centrum wsi!!!” Stare domy stały ścianami szczytowymi do ulicy, a nowe stawiano frontem do ulicy. Były to solidne domy, nawet stajnie i stodoły często pokrywano dachówkami. źródło: -Ullrich Gaffry, Rehwinkel/Mössin Kreis Saatzig/Pommern 1300 bis 1945, 2005, -Klaus Haupt, informacja ustna 12.08.2012, Lutkowo
HISTORIA RZEKI I JEZIORA W LUTKOWIE
Dołżnica rzeka przepływająca przez Lutkowo, prawy dopływ Krępy, tym samym jest ciekiem wodnym dorzecza Odry. Wypływające na wschód od Lutkowa źródło tworzy koryto rzeczne o długości ok. 15 km. Początek ma miejsce między m. Długie ,a Płątkowo( inne źródła twierdzą np. stare mapy Pomorza z XIX w. że początek rzeki zaczyna się koło wsi Biała). Zanim nadano jej nazwę polską w 1949 r. obowiązywało nazewnictwo niemieckie. Strumień wpadający od wschodu do jeziora lutkowskiego nazywał się Langenhagener Bach,
a wypływający nosił nazwę Linsen bach kierując się na północ. Całe zamieszanie z ustaleniem początku rzeki polega na tym, że ok 2500m od wsi Lutkowo w kierunku Długie dwa strumienie łączą się w jeden. ) Wg moich obserwacji w miejscu łączenia się dwóch strumieni silniejszy nurt i bardziej naturalne ukształtowanie ma koryto od strony m. Długie. poniżej przedstawiam dwa zdjęcia z tego miejsca ( jedno pochodzi ze strony https://www.google.pl/maps.)
Przez dłuższy czas wpływał do dużego akwenu wodnego znajdującego się przy lasach pod Lisowem. Gdy utworzono Stawy Lutkowskie koryto Dołżnicy zostało zmienione i przebiegało obok stawów. Następnie w miejscowości Wiechowo rzeka łączy się z Krepą, która z kolei ma początek z jeziora Okunie. Przepływająca Krępa między Kępnem a Lutkowem ( 2 km. od wsi) wpada do jeziora wiechowskiego i kilka set metrów później łączy się z Dołżnicą . Później jest już Krępiel (pot. Krąpiel), Ina i na końcu Odra. Dzisiejszy koryto rzeki różni się nieco od tego z XIX w. Przed laty strumień „Linsen Bach” wypływał z jeziora w „Zakątku Młyńskim”. Miejsce to znajdowało się między polami Ziegelmana i Retzlaffa (był piekarzem) po południowej stronie ulicy ( obecnie jest to przy posesji p. Jana Płońskiego) oraz między działką Augusta Doberkow- Martena (był młynarzem) po północnej stronie ulicy ( obecnie łąka przy posesji p. Franciszka Nakonecznego).
( obok widocznego słupa przebiegało koryto rzeki , które znajduje sie dziś kilkadziesiąt metrów bliżej posesji p. Policha)
( Za posesją p. Nakonecznych przebiegało koryto dawnej Dołżnicy, dziś pozostał widoczny wąwóz po tamtej rzece)
Później na małym pagórku z tyłu, Retzlaff- Marten postawił wiatrak. Ostatnim młynarzem był stary Marten. Właśnie od tych młynów wzięła się nazwa „Zakątek Młyński”. Około 1900r. jezioro wyschło i powstały łąki uprawne. Jednocześnie odpływ dawnego jeziora skierowano bardziej na zachód. Przekopano koryto rzeki o kilkadziesiąt metrów bliżej domów p. Iwony Płońskiej, a także p. Zenona Polichy (dawniej Retzlaff Hermann i Albert po północnej części drogi, a także po południowej Beier Albert i Kuhl Fritz) gdzie później wybudowano piękny kamienny most, który służy mieszkańcom naszej wsi do dzisiaj.
Luty 1945
Szukając ciekawych historii na temat naszej wsi trafiłem na dwa fakty( porównania) z ostatnich dni społeczności Rehwinkel , spędzonych na przełomie lutego i marca 1945 r. Pierwsza opowieść jest autorstwa Pana Jerzego Bartosiaka, który jako nastolatek , był przymusowym pracownikiem w naszej miejscowości w latach 40-stych ubiegłego wieku. Druga historia jest opisana przez ówczesnego Pastora Johannes’a Frank. Obydwie historie dotyczą jednego pamiętnego dnia……….
PIERWSZA , OPOWIEDZIANA W KSIĄŻCE PT. …”POTEM WRÓCIŁEM NAD WARTĘ” JERZEGO BARTOSIAKA
…W trzeciej dekadzie lutego wypadki potoczyły się w szybkim tempie. Towarzyszyły im odgłosy co dzień bliższego frontu. Kanonadę walczących dział słychać było już tylko w nocy……..
…..Następnego dnia po odejściu Olgi, przed południem, kiedy Niemcy jak zwykle ćwiczyli na przyległym do zabudowań polu, niespodziewanie pojawiła się grupka radzieckich samolotów. Lecąc na bardzo małej wysokości, całkowicie zaskoczyły ćwiczący oddział i mieszkańców wsi. Od wybuchów bomb zadygotała ziemia. Samoloty poderwały się i zataczając półkole, przeszły do ponownego nalotu. Tym razem zatrajkotały karabiny maszynowe. Staliśmy z Emilem w otwartych drzwiach obory, spoglądając za odlatującymi maszynami.
Na drugim końcu wsi , za kościołem, wzbijały się w górę kłęby ciemnego dymu. Odezwały się alarmowe gongi. W stronę pożaru biegli ludzie. Krügerowa wyszła przed dom, głośno zawodząc i lamentując. Wybiegłem na drogę , dołączając się do zdążających kierunku pożaru. Paliło się gdzieś blisko Staśka Bielińskiego. Biegłem z myślą , czy aby mu się coś złego nie przytrafiło. Za kościołem dostrzegłem , że płonie stodoła i obejście nieco dalej niż tam, gdzie pracował Stasiek, w rejonie ćwiczeń oddziału Wermachtu.
W gronie gapiących się ludzi odnalazłem Bielińskiego.
-Dali im niezłego łupnia- odezwał się , wskazując na trzaskający ogień płonącej zagrody.- ćwiczyli zaraz za tą stodołą.
Los! Los! Wszyscy do akcji!!!- wykrzykiwali Niemcy, zaganiając gapiów do ratowani dobytku.
Ale właściwie nie było już co ratować . Ogień błyskawicznie strawił stodołę i przylegające do niej inwentarskie pomieszczenia. Przez sąsiednie podwórko żołnierze wynosili i wyprowadzali rannych, umieszczając ich w pobliskiej remizie………………….(foto po prawej)
DRUGA TO WSPOMNIENIA NAPISANE PRZEZ PASTORA J. FRANK- ODCZYTANE PODCZAS MSZY ŚW. Z OKAZJI 100-LECIA KOŚCIOŁA W LUTKOWIE W 2007 ROKU.!
Na każdym pogrzebie było zwyczajem, że jego uczestnicy wyrażali podziękowanie, że temu który zasnął zaoszczędzone zostały przyszłe troski. 18 lutego odbywała się Konfirmacja. To święto zawsze jednoczyło dwie wioski, w których na zmianę odbywały się uroczystości. Jednakże ze względu na obecne niebezpieczeństwo tym razem nie było to możliwe. Dlatego najpierw pobłogosławiłem dzieci w Białej, a później tutejszych Konfirmowanych, między innymi mojego trzeciego syna. Do tej pory przebiegało wszystko sprawnie. Akurat byliśmy przy omawianiu słów świętej wieczerzy , w tym momencie usłyszeliśmy straszny wybuch. Wszyscy zerwali się przejęci i wybiegli na zewnątrz. Nabożeństwo się skończyło. Na dworze czekał nas straszny widok: krwawiące, okaleczone, płaczące dzieci, zebrały się one wokół niemieckiego żołnierza , który pytał o drogę. W tym czasie zbliżył się rosyjski samolot , który zrzucił okropne bomby odłamkowe. Jeden z tych pocisków spowodował pożar stodoły, inny wpadł w środek zebranej grupy dzieci, z których jedno zostało śmiertelnie ranne.
PASTOR/PROBOSZCZ W REHWINKEL/LUTKOWO
Pierwsza historyczna wzmianka o kościele w Lutkowie pochodzi z 1490 r kiedy, to wymieniono miejscowego proboszcza Nikolausa Kempe. I tegoż proboszcza możemy uznać za pierwszego duchownego, który sprawował posługę w dzisiejszym Lutkowie. Niestety nie zachowały się dokumenty, które chronologicznie pozwoliły by na odtworzenie kolejności kapłanów służących w tamtym czasie. Nowe nazwiska pojawiają się dopiero od XIX w , kiedy to wymieniany jest w książce [Franza Jeschek, Wilhelm Meinhold, Pffarer und Dichter aus Pommern und seine Bernsteinhexe]Pastor Wilhelm Meinhold był on synem Georga Wilhelma Meinholda, luterańskiego pastora w Netzelkow .
Urodził się w Netzelkow na wyspie Uznam 27 lutego 1797r. W 1813r. wstąpił na Uniwersytet w Greifswaldzie gdzie został rektorem Szkoły Miejskiej w Uznam w . W 1821 r. został mianowany proboszczem w Coserow na wyspie Uznam. Był niemieckim pisarzem , doktorem teologii . Jego najważniejszym dziełem jest opublikowana w 1843r.powieść Maria Schweidler, bursztynowa wiedźma( „Maria Schweidler, Amber-Witch).Jego literacki sukces przyciągnął uwagę króla Prus Fryderyka Wilhelma IV za którego stawiennictwem został przeniesiony do Rehwinkel koło Stargardu W październiku 1844 roku ze względu na stan zdrowiaWilhelm Meinhold dopiął swego i przybył do Rehwinkel. Otrzymał on 1100 talarów pensji rocznej. Był bardzo zadowolony z nowej parafii. Ze względu na konserwatywne poglądy szczęśliwy pobyt nie trwał długo zaczęły się problemy finansowe, a także napięty stosunek z mieszkańcami Rehwinkel. Pastor podczas pobytu w naszej miejscowości napisał wiele powieści. W latach 1846-1848 jego zebrane pisma ukazały się w siedmiu tomach w wydawnictwie J.J. Webera w Lipsku.
Tom I – „ Die Bernsteinhexe” tłu m. Bursztynowa czarownica
Tom II- „ Der alte deutsche Degenknopf oder Friedrich der Große als Kronprinz und sein Vater” Stary niemiecki miecz lub Fryderyk Wielki jako Książę Koronny i jego ojciec
Tom III- „ Wallenstein und Stralsund”
Tom IV – „ Vermischte Gedichte”
W tomach V i VII Meinhold zaprezentował swoją nową powieść „Sidonia von Bork, die Klosterhexe” . Ta powieść w przeciwieństwie do Bursztynowej czarownicy oparta jest na historycznym modelu Sidoni von Bork ( 1548 -1620)
W Rehwinkel Meinhold zajmował się kwestiami społecznymi i politycznymi. W 1848 r. pojawił się w „Języki babilońskie i pomieszanie idei współczesnej prasy jako główne źródło pieśni naszych czasów”: Postawa konserwatywna, która ukazała się w tym piśmie, dostarczyła pastorowi wielu przeciwników. Był przeciwnikiem rewolucyjnych aspiracji . W jego samotnych latach życia wzrastała sympatia do katolicyzmu. Było to szczególnie widoczne w jego opublikowanym w 1849 roku dziele „Proroctwa opata Hermanna von Lehnin około roku 1234” – tłumaczenie „Vaticinium Lehninese Po pięciu latach posługi w Rehwinkel poprosił o przeniesienie i wcześniejszą emeryturę .
Jesienią 1850 Wilhelm przeniósł się do Berlina, aby kontynuować dzieło swojego życia blisko swojego króla. Nieoczekiwanie zmarł na udar 30 listopada 1851 roku, o godzinie 12.30 mając 54 lata.
Niewiele można napisać o pastorze, który zastąpił Meinholda, a mianowicie o Roggow , który sprawował funkcję Pastora od 1850 roku, prawdopodobnie do 1885 r, wtedy to w źródłach pisanych pojawia się kolejny duchowny , a mianowicie Kypke Herman Friedrich, Był czwartym synem Pastora Carla Kypke z Rossow, Urodził się. 29 kwietnia 1840 r. W 1862 r skończył trzyletnie studia teologiczne w Berlinie . W 1885 roku przybywa do Ball i Rehwinkel by sprawować funkcję Pastora. Na tym stanowisku pozostaje do 1892 roku Od 1892do 1893 pełni funkcję kuratora w Dobrzanach .
Johanes Frank był ostatnim pastorem w Rehwinkel i Ball (1926-1945). Pastor został odznaczony przez prezydenta BRD Heinemanna krzyżem zasługi z wielką wstęga. W czasie nazizmu ukrywał u siebie ściganych chłopów i Żydów, ratując im w ten sposób życie.
Krótko przed zjednoczeniem Niemiec 23 sierpnia 1989 r w wieku 95 lat pastor zmarł w Mölln” .
Notatka z „ Die Pommerisch Zeitung” 1974 (Gazeta Pomorska)
Pastor Johannes Frank skończył 80 lat.
„Pastor Johannes Frank z Rehwinkel (pow Saatzig) obchodzi 12 lutego 80 lat. Razem ze swoją żoną, córką zmarłego superintendenta Höckela z Chociwla spędza swoją jesień życia w Mölln, ul. Wasserkruger Weg 86 pow. Hzgt Lauenburg. Okolice te przypominają mu pomorski krajobraz, podobnie jak innym osiedleńcom. W czasach hitlerowskich pastor był mężem zaufania dla wiernych kościoła w synodzie Dobrzany. Z tego powodu zajmował się tam różnymi sprawami np: powierzono mu nielegalnych (ukrywających się) wikariuszy. Wspierał także seminarium teologiczne w Szczecin Zdroje (Finkanwelde) datkami, które on i jego żona zbierali wśród swoich wiernych. Coraz bardziej zaostrzał się konflikt pastora z partią nazistowską NSDAP, która chciała go usunąć. Tylko w cudowny sposób on i jego żona uniknęli aresztowania przez gestapo, które już po nich jechało (mieli uznać jego dom, jako nie aryjski)
Z trzech najstarszych synów dwóch zginęło na wojnie, a trzeci w nieszczęśliwym wypadku. Po zmiennych kolejach losu osiadł on w NRD, razem ze swoimi parafianami. Znów był pastorem, pracował w wielu miejscowościach, ostatnio w Magdeburgu. Tu dogłębnie poznał komunizm, ponieważ wiele lat pełnił posługę kapłańską w tamtejszym więzieniu, gdzie przebywało wielu więźniów politycznych. Był to czas ciężki, ale bogaty w doświadczenia. Jego udziałem stały się przeżycia wielu chrześcijan. Potwierdziło się, że w trudnych chwilach zagrożeń i cierpień ludzkich jasno świeci światło ewangelii, a miłość Boga jest niewzruszoną ostoją. Dzięki tej wierze, jubilat zawsze mógł ufać Bogu w różnych kolejach swojego życia. ”
W latach czterdziestych XX wieku świątynia zostaje odremontowana i zaadoptowana na Kościół Katolicki. Dnia 25 X 1945 r. kościół w Lutkowie poświęcony został, jako świątynia rzymsko-katolicka p.w. Chrystusa Króla. Po wojnie kościół miał jedynie status świątyni filialnej, podległej parafii w Dobrzanach, poza jednym wyjątkiem. Otóż w latach 1972-73 we wsi został utworzony tzw. samodzielny wikariat z plebanią w Lutkowie. W jego skład wchodziły wsie: Lutkowo, Mosina, Biała, Długie.
Pierwszym stałym duszpasterzem w był ks. Kazimierz Rudawski, który pełnił również funkcje proboszcza. Tenże ksiądz przygotował i poświęcił na terenie parafii sześć kościołów filialnych: w Bytowie, w Krzemieniu, Lutkowie, Ognicy, Odargowie i Białej.Urodził się 25.05.1912 r. w Gosaninie pow. Konecki woj. kieleckie. Rodzicami byli Jan i Ewa z domu Zasada. Do Towarzystwa Chrystusowego w Potulicach przybył 14.08.1935 roku. Nowicjat rozpoczął 28.09.1935 r., pierwsze śluby złożył 28.09.1936 r., drugie 29.09.1937 r., śluby dozgonne 05.02.1940 r. w Krakowie.
Gdy wybuchła II wojna światowa kl. Rudawski, który miał rozpocząć II kurs teologiczny, podobnie jak inni współbracia pojechał do domu rodzinnego. Po wielu staraniach władz zakonnych udało się w Krakowie zorganizować dokończenie studiów dla dwunastu kleryków. Tak więc kl. Kazimierz Rudawski ukończył seminarium salezjańskie i 22.02.1942 r. przyjął święcenia kapłańskie z rąk bp S. Rosponda. Po święceniach ks. Rudawski za zezwoleniem przełożonych opuścił Kraków i w charakterze gościa przebywał u ks. prob. Figurskiego w Jastrzębiu (sandomierskie) do 1945 roku. Następnie został skierowany jako wikariusz do Sieradza (włocławskie). Od września 1945 do sierpnia 1946 r. był administratorem w Trzebiatowie.
W dniu 01.09.1946 r. Administrator Apostolski ks. bp Edmund Nowicki mianował ks. K. Rudawskiego pierwszym proboszczem w Dobrzanach na Pomorzu Zachodnim. Ogromny wysiłek i pracę ks. Proboszcza docenili parafianie, którzy na wieść o przeniesieniu do innej parafii zaprotestowali, wysyłając pismo z licznymi podpisami do Kurii Biskupiej w Gorzowie i przez dwie doby okupowali plebanię, by nie dopuścić do wyjazdu ks. Rudawskiego. W końcu ustąpili i od 19.12.1956 r. ks. Kazimierz Rudawski był proboszczem w Poczerninie. Zmarł 26.02.1960 w szpitalu w Stargardzie. Został pochowany w Dobrzanach.
Ks. Kazimierz Rudawski
Do momentu przyłączenia Lutkowa do parafii Długie oprócz ks Rudawskiego mieszkańcy na pewno pamiętają innych Proboszczy, którzy odprawiali msze w Lutkowie. Ks. Stefan Strzałkowski (1957-62), ks. Adam Hejny (1962-69), ks., Czesław Lesiak (1969-72), ks. Stanisław Malczewski (1972-76), oraz ks. Marian Koniewski
Od 22 czerwca 1985 r. kościół filialny w Lutkowie został przyłączony do nowo powstałej parafii przy kościele św. Anny w Długiem. Podobnie miejscowości Starzyce, Linówko, Biała, Mosina.
Pierwszym proboszczem został ks. Marian Koniewski TChr (1985-85). po krótkim pobycie zastąpił go ks. Kazimierz Janas od 31 grudnia 1985 r. i pełnił ten urząd do 1995 r. Drugim duszpasterzem sprawującym władzę w parafii został ks. Mirosław Gębicki od 1 lipca 1995 r. do 2003. Na jednym z portali kościelnych bardzo lubiany wśród społeczności lutkowskiej ks. Mirosław mówi o sobie:
„Urodziłem się 1 marca 1943 r. w Gostyninie (województwo warszawskie). Do Szkoły Podstawowej uczęszczałem w Brzesku Szczecińskim. Szkołę średnią rozpocząłem w Niższym Seminarium Duchownym w Gorzowie Wlkp, ale w 1960 r. władze komunistyczne zamykają Seminarium.. W tej sytuacji poprosiłem o przyjęcie do nowicjatu obecnie już Sługi Bożego O. Ignacego Posadzego w Ziębicach Śląskich. Po nowicjacie i pierwszej profesji zakonnej kończę 11 klasę i zdaję maturę w Niższym Seminarium Duchownym w Świdnicy. Studia filozoficzne w Arcybiskupim Seminarium Duchownym w Poznaniu, a teologię w Wyższym Seminarium Duchownym Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej też w Poznaniu. Święcenia kapłańskie przyjąłem w r. 1968 z rąk Ks. abp Antoniego Baraniaka w bazylice poznańskiej. Po r. przygotowania wyjechałem do Australii, gdzie pracował w ośrodkach polonijnych takich jak Sydney, Newcastle, Canberra i Adelaide, a potem wśród Australijczyków bliżej środka Australii w Broken Hill. Po powrocie do Kraju 1992r. wróciłem do diecezji skąd wyszedłem prosząc o inkardynację. Najpierw pracowałem w Parafii św. Kazimierza w Policach pod kierunkiem ks. Kan. Jana Kazieczki. Po trzech latach posługi otrzymałem nominację na proboszcza parafii pw. Św. Anny w Długiem, a od 01.08. 2003 r. na mocy dekretu Ks. abp Zygmunta Kamińskiego spełniam posługę proboszcza w parafii Świętej Trójcy w Żukowie i jestem szczęśliwy choć lat przybywa.”
Ks. Bogumił Wiśniewski podczas poświęcenia placu zabaw w Lutkowie, które miało miejsce 15 sierpnia 2014 r.,( fot. 2014 Norbert Pukajło.).
Przez kilkanaście lat (03.08.2003 – 01.08.2017) Proboszczem był ks. Bogumił Wiśniewski, który po kilkunastu miesiącach [ 2004] posługi mówił o sytuacji, jaka panuje w parafii: „W naszej parafii mamy trzy kościoły filialne” – opowiadał Ksiądz Proboszcz. „Najstarszy z końca XV w., jedyny bez wieży, stoi we wsi Biała. Kościół w Linówku pochodzi z przełomu XVII/XVIII w., choć podczas remontu w latach 1975-76 zrezygnowano z jego konstrukcji ryglowej na rzecz suporeksu, wznosząc go od podstaw. Utracił swe walory zabytkowe, za wyjątkiem wieży. Trzeci kościół filialny, najmłodszy, to neogotycka budowla z 1907 r. w Lutkowie. Ostatnio pokryliśmy jego wieżę blachą cynkowo-tytanową, zakrystię dachówką ceramiczną. Istnieje jeszcze konieczność przełożenia dachu. W Starzycach była kaplica cmentarna, którą rozebrano. W jej miejsce w 1988 r. postawiono kaplicę drewnianą. W niedzielę odprawiam 5 Mszy św. Sprawuję je w następującym porządku: o godz. 8.45 w Linówku, o 10.00 w Białej, o 11.30 w Długiem, o 13.00 w Lutkowie i o 15.00 w Starzycach. W dni powszednie odprawiam w poniedziałek w Białej, we wtorek w Linówku, w czwartek w Lutkowie, w środę, piątek i sobotę w Długiem. Frekwencję oceniam na 46%. Proporcjonalnie do liczby mieszkańców, najwięcej wiernych bierze udział w Liturgii w Długiem. Codziennie grupa wiernych zbiera się w kościele parafialnym na Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Teren całej parafii zamieszkują także grekokatolicy (najwięcej w Linówku). Organizujemy wyjazdy pielgrzymkowe. Byliśmy z grupą 40 osób w Górce Klasztornej na misterium Męki Pańskiej. W lipcu pielgrzymowaliśmy do Rokitna, Pniew, Lichenia Starego, Bieniszewa i do katedry poznańskiej. Z naszej parafii teologię w Szczecinie studiuje kleryk Paweł Puławski, organista seminaryjny. Moi parafianie są szczerzy, nieprzeciętnie ofiarni, zaangażowani w życie parafii, dbający o porządek. Jako proboszcz jestem bardzo zadowolony, dobrze mi się tu pracuje”
Msza św. w Lutkowie odprawiana jest w każdą niedzielę o godzinie 13.00 wyjątkiem są dni świąteczne oraz w czwartek o 17.00. Ważniejsze ceremonie są odprawiane w kościele parafialnym w Długiem (min.I Komunia Św.) Ostatnia komunia, którą odprawił w naszym kościele była w r. 2014 (poprzednia miała miejsce w 1989r.)
Pierwszy od lewej ks. Kazimierz Janas, w środku ks. Mirosław Gębicki, z prawej proboszcz ks.Bogumił Wiśniewski.( fot. źródło: www.dlugie.pomorze.pl.).
Czwarty Proboszcz w historii parafii Długie ks. Daniel Jerzy Gollon
Foto, Norbert Pukajło, 2017r.).
Obecnym proboszczem jest ks. Daniel Jerzy Gollon, który Proboszczem jest od 1 sierpnia 2017 roku Ur 28 października 1969 r. Święcenia kapłańskie przyjął 29 maja 1999 r. z rąk Ks. Abp. Zygmunta Kamińskiego. W ostatniej parafii w której służył był od 25 sierpnia 2012 (Ińsko: Parafia pw św. Józefa Oblub. NMP )
-źródlo:http://www.niedziela.pl- z dnia 08.01.2015
-http://szczecin.kuria.pl z dnia 08.01.2015 r.
-Ullrich Gaffry, Rehwinkel/Mössin Kreis Saatzig/Pommern 1300 bis 1945, 2005, s. tłum. P. Małgorzata Gruszczyńska
-Franz Jeschek, Wilhelm Meinhold, Pffarer und Dichter aus Pommern und seine Bernsteinhexe, Koserow 2018
-http://www.rainer-doerry.de
-http://www3.tchr.org/
Sklep w Lutkowie
Sklep w Lutkowie liczy sobie 68 lat. Pierwszy powstał w 1945 , a założycielem był p. J.Kowalik, który ze swoim szwagrem Janem Miciakiem oraz p. Peszelem założyli „Gminną Spółdzielnię”, początkowo miejscem pierwszego biznesu był dom u p.Peszela ( obecnie Nakoneczny Leon- zdjęcie po lewej), później przeniesiony do domu p. Kowalika (sprzedawcą była p. Lodzia- rodzina p. Jana- zdjęcie po prawej) 
Kolejnym miejscem gdzie odbywał się wiejski handel , był dom p. Wieczorka ( miejsce na działce nr 207 -obecny orlik- na przeciw kasztana) – sprzedawcą był Wieczorek Henryk. Po pewnym czasie , miejsce nowego sklepu ustalono na budynek obok, który za sklep służy do dzisiaj. Przez wiele lat prace w tym miejscu miało kilkanaście osób. Najdłużej funkcję sklepowej pełniła p. Janina Kujawska , która pracowała w sklepie w latach 1978-2005 !
Poniżej przedstawiam pracowników sklepu GS
- Henryk Wieczorek
- Włdysław Borkowski
- Szramowiat Honorata
- Hołyk Jan
- Grudzińska
- Nowicka Karolina
- Białek Anna
- Kubik Stanisława
- Nowicka Karolina
- Szałańska Eryka. 1976-77
- Florczak Wanda
- Kujawska Janina.1978-05 ( Płońska Beata)
- Kujawska Ewa

Po likwidacji GS-owskiego sklepu w 2006 roku , został otworzony nowy prywatny sklep, którego właścicielem są p. Białek. Panie sprzedające w nowym sklepie obecnie:
- Białek Edyta
- Okoniewska Małgorzata
- również: Śliwińska Izabela, Pukajło Justyna
W Lutkowie również funkcjonował Klub GS-owski do 1978 roku w którym sprzedawała p.Dziurgot Barbara, w tym samym miejscu ( zdjęcie poniżej) pod koniec poprzedniego stulecia i na poczatku tego, czynny był drugi sklep .
Pierwszymi właścicielami byli p. Okoniewski Jan oraz Pytraczyk H,
p. Zawadzki Mirosław
p.Łaciennik Jan
p. Łyp Włodek

Od 2012 roku został otworzony drugi sklep , w nowym miejscu ,właścicielem jest p.Kaczor ( zdjęcie poniżej

Sołtys w Lutkowie
DAWNIEJ
Sołtys w średniowieczu był postawiony przez feudalnego pana na czele wsi lokowanej na prawie niemieckim.
Warianty scholtis, szoltyz, sołtys w średniowiecznym systemie prawnym to także wiejski sędzia (Dorfschulze) oraz zasadźca, pisownia: 1180 Schultetus, 1249 Sculte, 1259 Schultheiß, 1300 Schulcz, 1371 Scolcz. Sołtysem mógł być szlachcic, mieszczanin lub chłop. Do praw sołtysa należało: zbieranie czynszu, przewodniczenie ławie wiejskiej, partycypowanie w dochodach feudała (1/6 czynszów i 1/3 kar sądowych), prawo posiadania jatek (miejsce, gdzie w średniowieczu sprzedawano mięso z uboju), młyna itp. Miał obowiązek konnej służby wojskowej (panosza).
Pozycja społeczna i ekonomiczna sołtysów była stosunkowo mocna, mogli oni nawet konkurować ze średnio zamożną szlachtą. Z biegiem czasu od wieku XV do XVII sołtysi stali się nadzorcami pańszczyźnianymi i pomocnikami właścicieli wsi.
W Polsce rozbiorowej i w okresie międzywojennym sołtys stał na czele najniższej jednostki podziału administracyjnego – gromady.
W latach 1954–1972 sołtys był pośrednikiem między mieszkańcami wsi a gromadzką radą narodową, po 1973 roku między mieszkańcami a gminną radą narodową oraz naczelnikiem gminy.

OBECNIE
Od 1990 roku sołtys jest organem wykonawczym jednostki pomocniczej gminy, sołectwa. Sołtys jest wybierany przez zebranie wiejskie. Działalność sołtysa wspiera rada sołecka. Sołtys korzysta z ochrony prawnej przysługującej funkcjonariuszom publicznym. Szczegółowe regulacje uprawnień sołtysa regulowane są w statucie sołectwa uchwalanym przez radę gminy.
Sołectwa są ustanawiane przeważnie na obszarze wiejskim, dlatego większość sołtysów mieszka we wsiach. W miastach jednostkami pomocniczymi w większości są osiedla, dzielnice, gdzie odpowiednikiem sołtysa jest zarząd osiedla (dzielnicy) bądź przewodniczący zarządu osiedla (dzielnicy).
Według danych z 31 grudnia 2010 r. w Polsce było 40,3 tys. sołtysów, z których 30,7% stanowiły kobiety.
reprezentuje sołectwo na zewnątrz,
zwołuje zebranie wiejskie, i w tym celu rozwiesza ogłoszenia o zebraniu wiejskim w miejscu i terminie określonym w statucie sołectwa,
realizuje uchwały rady gminy dotyczące sołectwa, a także umożliwia zapoznanie się z uchwałami rady jak najszerszemu kręgowi mieszkańców sołectwa,
w zakresie ustalonym przez radę gminy dokonuje poboru podatków rolnego i leśnego jako inkasent organu podatkowego,
uczestniczy w sesjach rady gminy, a także w pracach jej organów bez prawa do głosowania.
zobowiązany jest brać udział w posiedzeniach komisji rady gminy, jeśli rozpatrywane są sprawy sołectwa.

A jak wygląda historia sprawowania władzy w Lutkowie?
Pierwszą osobą sprawującą władzę w naszej miejscowości był p.Tadeusz Boguszewski, który pochodził z Sochaczewa, z zawodu był organistą .Sprawował on funkcje Wójta gm. Daługie, jako jeden z pierwszych mieszkańców naszej wsi pamięta on czasy gdy na tablicach informacyjnych widniała nazwa Rehwinkel.Mieszkał on na gospodarstwie, gdzie obecnie mieszkają p.Zawadzcy. Następnym Wójtem był p. Bednarek, który mieszkał w domu, obok Rancza, ostatnim mieszkańcem tego domu był p.J.Grzyb
Kolejnymi osobami sprawującymi władzę w Lutkowie byli:
p. Marian Garncarz
p. Lidia Brzeska
p. Jan Płoński ( najdłużej i najczęściej sprawujący funkcję sołtysa)
p. Mirosław Zawadzki
p. Mieczysław Błaszczuk
źródło:
wikipedia.org/wiki/Sołtys,
http://www.dlugie.pomorze.pl/
relacja p. Józefa Białek
Wieża kościelna w Lutkowie
Nowy kościół w Lutkowie został oddany do użytku w 1907 roku. Do dziś jest użytkowany prawie w takim samym stanie jak ponad sto lat temu! Prawie , bo czas robi swoje! Na pewno brakuje mu dużo do stanu jaki był przed II wojną św. ale w miarę możliwości społeczność stara się utrzymać jego walory. Jak już wiemy był to kościół protestancki. Do czego zmierzam ? do pewnego symbolu jaki znajduje się na samej górze Świątyni, a mianowicie Koguta.! Z opowiadań najstarszych mieszkańców po wkroczeniu wojsk rosyjskich do Rehwinkel a był to początek 1945 roku, żołnierze Armii czerwonej zajęli kościół i w nim znaleźli schronienie.W ramach rozrywki urządzili sobie strzelanie do koguta, którego zdjęcie przedstawiam poniżej
Przy okazji niszcząc większą cześć wieży kościelnej!
Ciekawość symboliki koguta na wieży kościelnej zmobilizowała mnie do napisania tego materiału , oraz do wyjaśnienia znaczenia tego symbolu.
„Czemu kurka stawiają na kościelnej bani?
Żeby ludzi do modlitwy budził conajranniej!”
Tak o kuraku pisał w XVI w. Waclaw Potocki
Ogólnie Kogut (ikonografia) ma nastepujące znaczenie:
Kogut – samiec kury domowej – w symbolice i ikonografii jest wieloznacznie interpretowany. Symbolizujący nadejście światła, zwiastujący początek dnia, od czasów antycznych oznaczał czujność i przezwyciężenie ciemności. Wówczas pojawiły się inne znaczenia – walczące koguty symbolizowały kłótnię i gniew.
W Piśmie Świętym, kogut występuje podczas zaparcia się świętego Piotra które wcześniej zapowiedział Chrystus.
Ewangelia wg św. Mateusza opisuje:
Po chwili ci, którzy tam stali, podeszli i rzekli do Piotra: «Na pewno i ty jesteś jednym z nich, bo i twoja mowa cię zdradza». Wtedy począł się zaklinać i przysięgać: «Nie znam tego Człowieka». I w tej chwili kogut zapiał. Wspomniał Piotr na słowo Jezusa, który mu powiedział: «Zanim kogut zapieje, trzy razy się Mnie wyprzesz». Wyszedł na zewnątrz i gorzko zapłakał(Mt 26,73-75)
Z tego względu był umieszczany często (od IX w.) na zwieńczeniach wież kościelnych (często w kościołach pod wezwaniem św. Piotra); dziś występuje zwłaszcza jako zwieńczenie (zamiast krzyża) wież kościołów protestanckich.
Zabytkowe drzwi w Lutkowie
Istnieją budynki bez okien, ale nie może istnieć budynek bez otworu drzwiowego. Drzwi to główny otwór budynku, który jest jego elementem tak powszechnym i niezauważalnym … jak zdrowie, póki się je ma. Otwieramy kilkadziesiąt różnych drzwi w ciągu dnia. Ściany i dach są podstawą konstrukcji różnych budowli, a drzwi najistotniejszym otworem tychże budowli. Mimo to nie doczekały się w Polsce do tej pory osobnego, szerszego opracowania. Drzwi są niewątpliwie najważniejszą częścią budynku, domu, mieszkania.
Są pewną granicą związaną nierozerwalnie z progiem. Przekraczając je przy wchodzeniu lub wychodzeniu, wkracza się w odmienne warunki życia. W inny stan świadomości, gdyż prowadzą do innych ludzi, do innej atmosfery, innej rzeczywistości.
Drzwiom towarzyszy rozbudowana symbolika oraz związane z nimi wierzenia i przesądy. Są ochroną w sensie fizycznym przed czynnikami atmosferycznymi. W sensie duchowym stanowią ochronę przed obcymi, przed złem, które może przyjść z zewnątrz i zakłócić szczęście własne i rodziny, dlatego drzwi wejściowe jako główny otwór domu zabezpieczano w różny sposób – zarówno konstrukcyjnie, jak i symbolicznie. Przez drzwi powinny przenikać tylko dobre i przyjazne energie.
Stosowano w tym celu napisy i kombinacje liter, jak choćby znany powszechnie symbol Trzech Króli : K.M.B, różne napisy runiczne, ale także figurki Madonny, kołatki, wianuszki, podkowy, trzy krzyżyki z miotłą i widłami lub popularny na całym świecie symbol słońca. Ustawienie skrzydła drzwiowego symbolizuje pewne sytuacje: np. zamknąć drzwi – czuć się bezpiecznie; otworzyć szeroko – zapraszać gości. Jednocześnie pewne drzwi są przed kimś zawsze zamknięte – świadczy o niedostępności. Rozmowy odbywają się za zamkniętymi drzwiami- rozmowy tajne, skryte dla innych itp., itd. Drzwi mają wymiar społeczny („za wysokie progi na jego nogi”), ale też duchowy ( złowróżbne skrzypienie w wietrzną pogodę), emocjonalny ( trzaskanie drzwiami) i filozoficzny ( uchylone drzwi).
Mimo upływających lat, zmiany mentalności mieszkańców naszej wsi ilość zabytkowych drzwi wejściowych jest imponująca. Nie wiele jest miejscowości, które mogą się pochwalić taką ilością różnorodnych drzwi! Poniżej przedstawiam fotografie zrobione w roku 2012 !






bibliografia:
*http://www.dziedzictwowsiopolskiej.pl/
*własne
*Podziękowania dla Andrzeja Puławskiego -za temat !!!
JERZY BARTOSIAK
Te cytaty pochodzą z książki J.Bartosiaka” … potem wróciłem nad Wartę” i opisują dokładnie gospodarstwo w którym on przebywał.Dzisiaj ta posesja należy do Państwa Kurpińskich Genowefy i Jerzego ! namieżył go patrol Hilfspolizei , więc zaczął uciekać i Prawdopodobnie chodziło o blizniaczy budynek niegdyś Państwa Garncarz teraz P.Łukaszewicz Tak więc można śmiało stwierdzić, że zagadka jest rozwiązana- przede wszystkim za sprawa wycieczki , która nas odwiedziła w sobotę 21maja2011.Byli mieszkańcy naszej wsi przekazali mi dokładna mapę z dokładnymi danymi na temat wszystkich mieszkańców z dnia 2 marca 1945. tuż przed opuszczeniem Rehwinkel.Na niej właśnie pod numerem 50 znajdowało się wymienione przez Bohatera książki gospodarstwo. |
